czwartek, 8 stycznia 2015

Rozdział 14

Louis.
-Lou? Heej! Co ty tu skarbie robisz?
-Cześć Eleanor. Mogę wejść? 
-Jasne.
-Musimy pogadać.- wszedłem do środka.
-Um okey. Chcesz coś do picia skarbie?
-Nie i nie mów do mnie skarbie.
-Chodź. - machnęła ręką w stronę swojego pokoju i ruszyła, a ja za nią.- Usiądźmy- złapała mnie za rękę i zaprowadziła w stronę swojego łóżka. Usiadłem po turecku naprzeciwko dziewczyny, wyjąłem telefon i położyłem go sobie między nogi.- To o czym chciałeś porozmawiać? - zapytała ze zbyt przesłodzonym tonem.
-O tym co stało się jaki czas w szkole. - poprawiła nerwowo grzywkę.- Dlaczego powiedziałaś, że się z tobą przespałem? Skoro doskonale wiem, że tego nie zrobiłem. Po co kłamałaś?
-Ja...
-Jeszcze nie skończyłem. A po za tym zerwałem z tobą, a ty nadal się do mnie kleisz jakbyśmy byli razem. I proszę cię o to, żebyś przestała. Teraz skończyłem.- gwałtownie wstała i zaczęła chodzić po pokoju w kółko.
-Po co kłamałam? Chcesz wiedzieć!? Przez niego. Przez tego popieprzonego Stylesa bo mi cię zabrał! Co ty taki zdziwiony?  Myślałeś, że nie wiem!?
-Nie wiem o czym ty mówisz.
-No proszę i kto tu teraz kłamie!?
-Eleanor uspokój się.- głos mi drżał. Przecież byliśmy dyskretni przynajmniej mi się tak wydawało. Usiadła i próbowała się uspokoić. -Dlaczego to powiedziałaś?  
-Wiem wszystko. Wiem, że jesteś ups, raczej byłeś z Harrym- uśmiechnęła się chamsko- Wiedziałam, że on wtedy był w łazience. 
-Skąd?- zapytałem szybko. 
-Kiedy spytałeś się mnie czy pójdziemy do łazienki bo chcesz o czymś pogadać natychmiast,  wtedy podszedł do ciebie Zayn i chciał jakiś tam zeszyt. Zobaczyłam jak tam wchodził. Tak samo widziałam jak razem na urodzinach Malika wychodziliście z łazienki cali czerwoni i roztrzepani. Louis nie byliście wcale dyskretni! Chciałam się zemścić.- uśmiechnęła się chamsko. Gdyby nie to, że jest dziewczyną przywaliłbym jej.- Pomyślałam, że to będzie niezły pomysł i zabawa! Nawet nie wiesz jak się przy tym nieźle bawiłam!- zaczęła się śmiać.- Biedny Harry myśli, że go ze mną zdradziłeś i chyba szybko ci tego nie wybaczy. Oh! Jaka szkoda.
Nie jestem damskim bokserem ale przegięła, moja dłoń znalazła się na jej policzku.
-Jesteś suką- jej twarz była cała czerwona od złości i zszokowana.- Największą szmatą jaką w życiu poznałem. Chcesz coś wiedzieć?  Cały czas udawałem. Nie kocham cię i nigdy nie kochałem. Byłaś z gejem bo nim cały czas byłem, ty byłaś tylko nędzną przykrywką. A teraz dziękuję za wyjaśnienia- podniosłem telefon i pomachałem nim przed jej twarzą- teraz Hazz mi wybaczy. Wszystko nagrałem. Żegnam cię Eleanor.- wstałem i zbiegłem szybko na dół, a zaraz się wróciłem na górę- A i jeszcze coś- stanąłem w progu, a ona trzymała się za policzek.- Z Hazzą jest lepiej w łóżku, ty nawet nie umiesz porządnie uprawiać seksu, nie wspominając o twoich nieudanych lodach- teraz to ja zaśmiałem się chamsko- Plus kiedy to robiłaś wyobrażałem sobie jego. Jedyny sposób, żeby przy tobie dojść ups.
-Spierdalaj! Nie pokazuj mi się nigdy więcej na oczy! Pedał! Ciota zjebana z ciebie!- wstała i popchnęła mnie- Wypierdalaj! 
-Z miłą chęcią i wzajemnie też nie chce cię więcej na oczy widzieć.- udałem się na dół, ubrałem szybko buty.-Kocham cię Curly- powiedziałem do telefonu i wyłączyłem nagrywanie. Ruszyłem w stronę domu Nialla i wszedłem tam jak do siebie. Dwójka nastolatków siedziała w salonie, jakiś film leciał w tle ale oni nawet nie zwracali na niego uwagi. Opadłem na fotel.
-I?- zapytali w tym samym czasie.
-Nie rozumiem. Jak ja mogłem być z taką szmatą.-wybuchneli śmiechem. 
-Masz to?- zapytała dziewczyna. 
-Mam. 
-Okey. Przesłuchajmy to i mi wyślesz, pokaże to jutro Harremu. Jutro po szkole do was wpadnę i mu to pokaże. 
-Kurwa. 
-Co jest?- zapytał Ni.
-Róża, nie dałem mu jej dzisiaj. 
-Oh dasz mu setki innych później. Włącz to!- pogoniła mnie Dani.
Harry.
Wyszedłem z łazienki i ruszyłem w stronę swojego pokoju. Miałem nadzieję, że ten czerwony kwiat leży na moim łóżku z uroczą karteczką. 
Stara się. Widzę to chce mu wybaczyć i może to zrobię. Nie mogę już tak dłużej, tęsknię za nim i to cholernie. Przecież tyle par się nawzajem zdradziło i jakoś później się schodziło. Dam mu szansę to naprawić. 
 Wszedłem do pokoju, a moim oczom ukazał się wazon z kilkoma różami, niektóre już zwiędły, a ich listki trzymałem w pudełku po butach pod łóżkiem razem z liścikami. Zrzuciłem z siebie ręcznik i ubrałem czerwone bokserki. Odwróciłem się w stronę łóżka, czegoś mi tu brakowało, a mianowicie róży i liściku. Usiadłem, aż tak szybko się poddał? Przejechałem dłonią po poduszce gdzie zawsze znajdowały się te dwie rzeczy. Zapomniał? Może sobie mnie odpuścił? 
-Jest z nią- odezwał się głosik w mojej głowie.- Pewnie nieźle się bawią. 
Pewnie tak. Pare łez spłyneło po moich policzkach. Czego ja się spodziewałem, że do mnie wróci? Do nudnego dzieciaka, który nie ma swojej rodziny? Jestem naiwny, cholernie naiwny. 
Wyciągnąłem pudełko i zacząłem czytać wszystkie karteczki. Położyłem się i zacząłem płakać, płakać jak dziecko. 
Danielle.
-Hej Hazz, może do ciebie wpadnę po szkole? Znalazłam świetny filmik w internecie! Na pewno ci się spodoba.-uśmiechnęłam się promiennie. Lou się udało, wszytko jest wyjaśnione. Oczywiście, gdy go tylko przesłuchałam przeprosiłam szatyna za to, że mu nie uwierzyłam do końca. 
-Nie, nie dzięki. Musze się pakować na jutro.
-Oj to tylko pakowanie. Nie znajdziesz chwili dla przyjaciółki? 
-Przykro mi Dann ale nie mam ochoty na żadne świetne filmiki.
-Oh um okey. Idę na angielski na razie.- odeszłam zawiedziona, to, że on nie chce nie oznacza, że tak szybko się poddam. Na pewno nie. Przeszłam koło Lou i pomachałam przecząco głową. Posmutniał i spuścił głowę w dół. Wyciągnęłam telefon i usiadłam na krześle koło Perrie.
-I jak?-zapytała. 
-Nie chce, żebym do niego przyszła ale i tak to zrobię.- skinęła głową- Musze napisać sms do Lou.- odblokowałam ekran i weszłam w wiadomości. Szwagier (zaczęłam tak na niego mówić wtedy kiedy Harry powiedział mi, że są razem).

Do: Szwagier.
Nie zgodził się ale i tak do was przyjdę. Nie trać nadziei.

-Panno Peazer proszę odłożyć telefon!
Po lekcjach podeszłam do Lou. 
-Jest w domu? 
-Mhm. Znaczy powinien być, skończył godzinę temu.
-To idziemy. 
-Myślisz, że się uda?- zapytał kiedy byliśmy w połowie drogi. 
-Tak.
-A jeżeli nie będzie chciał cię słuchać? 
-Louis! Nie bądź takim pesymistą! Uda się, musi.
Weszliśmy do jego domu, ściągnęłam buty, a torbę położyłam koło nich. 
-Będę u siebie, a i Danielle?
-Tak? 
-Chwila- wszedł do swojego pokoju po sekundzie wrócił z.. różą i kartkeczką.-Przekażesz mu ją? 
-Pewnie. Mogę? 
-Mhm.

Naprawdę tęsknię. 
Wszystko zostanie wyjaśnione. 
Jesteś wspaniały Hazz.
Kocham Cię. 
Twój Lou.
Dobranoc. 
Wczoraj nie zdążyłem wybacz skarbie. 
Tak więc miłego dnia.

Podniosłam wzrok na niego.
-Dlaczego Li nie jest takim romantykiem?- zaśmiał się. -Idę trzymaj kciuki.
Weszłam do jego pokoju i usiadłam na biurku. Zaczęłam się rozglądać. Nie zobaczyłam żadnej walizki czyli chciał mnie zwyczajnie spławić? Zobaczyłam go, leżał na łóżku ze słuchawkami w uszach, zatopiony pod kołdrą. Zeskoczyłam z mebla i kucnęłam przed jego twarzą, wcześniej kładąc rzeczy od Lou na stoliku nocnym. Podniosłam dłoń i zacisnęłam mu nos tak, że nie mógł przez niego oddychać. Natychmiast otworzył oczy przestraszony. Zdjął słuchawki i spojrzał na mnie.
-Nie widzę, żebyś się pakował.
-Co tu robisz?
-Miłe przywitanie. Posuń się. Na stoliku masz coś od Louisa.
-Nie chce noc od niego. - ale zerknąłeś- pomyślałam.
-No posuń się Hazz. Obejrzymy, a raczej przesłuchamy coś.
-Nie mam na to ochoty, rozumiesz? Wyjdziesz?  Albo nie wiesz co? Sam to zrobię.
-Czekaj! Hazz proszę tylko tego wysłuchaj.
-Nie.- zaczął się ubierać. Nie tracąc czasu włączyłam nagranie.

-Lou? Heej! Co ty tutaj skarbie robisz?
-Cześć Eleanor mogę wejść? 
-Jasne.

-Co to?- zatrzymał się i spojrzał na mnie podejrzliwie. Zastopowałam.
-Sam się dowiedz.- pokręcił przecząco głową.

-Musimy pogadać.
-Um okey. Chcesz coś do picia skarbie? 
-Nie i nie mów do mnie skarbie.

Stop. Spojrzałam na niego błagalnie. -Hazz jeżeli tego przesłuchasz wszystkiego się dowiesz. Co ci szkodzi?
-Dobra. Okey nich ci będzie.- usiadł koło mnie. Przesłuchaliśmy całość dwa razy. Bo za pierwszym Styles nie mógł w to uwierzyć. -To znaczy, że mnie nie zdradził? Boże byłem taki głupi.- oparł ręce o kolana i przykrył nimi twarz.
-Pójdziesz do niego? Musicie porozmawiać.
-Nie, nie teraz. Ja... muszę to wszystko przemyśleć.
-Dobrze.- nastała chwila ciszy.
-Dani? Ale on przecież mówił, że idzie do Li a...
-Umówił się ze mną. Przepraszam, że cię okłamaliśmy. To ja to wymyśliłam on nawet nie chciał do niej iść.
-Oh, nic się nie stało. Możesz mi to przesłać?
-Tak już to robię.
-Dzięki.-powiedział kiedy miał to już na swoim telefonie.
- Ja już pójdę. Przemyśl to i mam nadzieje, że Lou dalej będzie moim szwagrem- zaśmiałam się. Dostrzegłam u niego małe skinienie głową przez co na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-Pa i dziękuję- przytulił mnie.
-Proszę paa!- pocałowałam go w policzek i wyszłam. Szybko wbiegłam do pokoju Tommo i zatańczyłam taniec zwycięstwa.- Udało się! - wstał od biurka i mnie przytulił tak, że nie mogłam oddychać.
-Jesteś wspaniała- szepnął mi do ucha.
-Wiem, wiem.
-Mogę do niego iść?
-Nie.- jego uśmiech zszedł. -Musi to przemyśleć ale wszystko jest po dobrej stronie. Muszę już iść- pożegnałam się z nim i jeszcze ze dwa razy musiałam mu obiecać, że wszystko będzie już dobrze.
-----------------
Długiii coś ten rozdział chyba hah.
Ale to dobrze c'nie?
W następnym będzie Paryż, Francja i duuużooo słodkości ♡.
Cieszycie się, że wszystko zostało już wyjaśnione?
Miłego dnia kochani :*

środa, 7 stycznia 2015

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 13

Louis
-Nie, nie, po prostu ,nie Liam!- stałem oparty o szafki, a Danielle i Liam się sprzeczali. Oczywiście moje prośby o to, żeby anulować ten ich plan A poszły się jebać. Zayn i Niall zaczepili Hazze, a Li próbował przekonać Dani do ich głupiego pomysłu.
-Dlaczego nie? Pogadają, Lou mu wszystko wyjaśni i po sprawie.
-Ty sobie chyba ze mnie żartujesz!  Hazz mu nigdy tego nie wybaczy.
-Ale on go nie zdradził! -prychnęła.
-Jasne.- odwróciła się do niego bokiem, a do mnie plecami.
-Nie zdradziłem go- mruknąłem. Brązowoka odwróciła się do mnie przodem.
-Tak? Pewnie, a Harry się przesłyszał.
-Nie. Zdradziłem. Go.
-To po co ona w takim razie to mówiła!?
-Nie wiem.- odepchnąłem się od szafek.- Ale się dowiem.
-Niby jak?
-Mam pla....
-Dann?- obróciłem się i ujżałem mojego anioła. Jego twarz była bladsza, a oczy smutne.
-Oh Harry, co ty tu robisz?
-Chciałem się dowiedzieć o co chodzi.- spojrzała na niego ze znakiem zapytania na twarzy.
-Nie rozumiem.
-Spiskujecie czy co?- odsunął się ode mnie.
-Dlaczego tak sądzisz?
-Nie jestem głupi. Wcale nie widziałem jak Niall z Zaynem sprawdzali schowek na miotły i tak nagle się mną zainteresowali. Wcale nie widziałem jak kłóciłaś się z Liamem, gdzie zakładam, że chodziło o mnie. Wcale nie widziałem tego jak ci dwaj- wskazał na Malika i Horana- chcieli mnie potajemnie wepchnąć do schowka, a na moje szczęście im się to nie udało bo naszej kochanej woźnej zachciało się tam iść. -Okey, wow nie sądziłem, że Harry jest taki spostrzegawczy.- Ale myślałem, że chociaż ty zostaniesz ze mną.
-Harry to nie tak jak myślisz.
-Zabawne. On też mi to mówił i co? Wyszło na to, że zdradził mnie z pierwszą lepszą kurwą.- odwrócił się i ruszył.
-Harry- zawołałem i podążyłem za nim.- Harry!- zawołałem ponownie.
-Czego?- kilkoro uczni się na nas spojrzało. Pewnie szukali nowej sensacji jaką była poprzednia sytuacja. "Synowie dyrektora się pobili, słyszeliście? ", "to prawda, że Styles przyjebał Louisowi?", "ciekawe o co poszło", "podobno Tomlinson był mu winien kase" z tego ostatniego nieźle się uśmiałem. Ludzie nie mają swojego życia i muszą plotkować na temat naszego. Masakra.
-Ja chciałem.... że to nie jest i...
-Nie potrafisz się nawet wysłowić- zakpił. Wziąłem głęboki wdech. Zrobiłem krok do przodu, tak aby tylko on to słyszał i ściszyłem głos.
-Nie kiedy patrzę w twoje oczy, nie kiedy słyszę twój głos, nie kiedy czuje twój zapach, nie kiedy stoje tak blisko ciebie po tak długim czasie.- nie odpowiedział. Spuścił głowę i zaczął bawić się palcami.- Pójdziesz ze mną? Porozmawiajmy. - pokręcił głową- Hazz, proszę skarbie.
-Nie- szepnął.
-Proszę- mój jeden krok do przodu.
-Nie- jego jeden krok do tyłu.
-Dobrze, dobrze. Ja tylko chciałem eh.. Dani nic nie zrobiła. To chyba tyle. Pojutrze jest wycieczka i chciałem ci tylko życzyć miłego czasu bo nie wiem czy będziesz chciał ze mną w ogóle rozmawiać i ten. Ja już pójdę- zrobiłem pare kroków do tyłu, przodem do niego, ostatni raz spojrzałem w jego smutne tęczówki i się odwróciłem.
Dzwonek i następna lekcja, myślenie o nim i o moim planie, żeby odzyskać sens mojego życia.


Opadłem zmęczony na łóżko. Róże położyłem na stoliku nocnym i przekręciłem się na plecy. Zamknąłem powieki, chciałem się zdrzemnąć ale ktoś zniszczył mój plan.

Od: Danielle.
Park koło twojego domu za 10 minut.

Do: Danielle.
Po co?

Od: Danielle.
Nie pytaj tylko się zbieraj. To twoja ostatnia szansa na pomoc z mojej strony. 

Natychmiast wstałem, ubrałem na sobie bluzę, którą wcześniej podniosłem z podłogi i zszedłem na dół. Usiadłem na podłodze i zawiązywałem buty.
-Gdzie się tak śpieszysz?- zapytała moja mama. Za nią stanął Hazz.
-Umówiłem się na spotkanie z... - kurde, przecież nie mogę powiedzieć, że z Danielle bo Harry pomyśli, że znowu wymyślimy jakiś plan.
-Z?
-Z Liamem.- Loczek prychnął.
-Po co kłamiesz?- odezwał się.
-Dlaczego uważasz, że kłamie? - wstałem i otrzepałem spodnie.
-Dani miała dzisiaj spędzić czas z Liamem.- kurwa ja to mam szczęście- Ups wpadłeś ponownie. Nie możesz od razu powiesić, że idziesz do tej suki?
-Harry! Słownictwo!- skarciła go matka.
-Musze iść- wyszedłem i otarłem łzy, które zaczęły spływać po moich policzkach. Włożyłem słuchawki w uszy i puściłem jakąś muzykę, po 5 minutach byłem na miejscu.  Zacząłem się rozglądać dopóki nie ujrzałem Peazer, która szła w moją stronę,  wyłączyłem muzykę i ściągnąłem słuchawki. 
-Hej.
-Hej. Przejdziemy się?
-Jasne.
Ruszyliśmy w ciszy, którą przerwała dziewczyna. 
-Co ty taki smutny?
-Powiedziałem mamie, że idę do Liama, Harry to usłyszał i powiedział, że on spędza dzisiaj czas z tobą i myśli, że poszedłem do Calder.- opuściłem głowę i zacząłem kopać szyszkę. Dziewczyna stanęła i włożyła dłonie w swoją skórzaną kurtkę. 
-Hmm.. w sumie miał racje.
-Co!?- ruszyła, a ja podbiegłem do niej.-Danielle? O co chodzi? 
-Najpierw odpowiedz mi na parę ważnych pytań.
-Okeey?- ponownie stanęła i spojrzała mi w oczy, jej wzrok wywiercał mi dziurę w głowie.
-Spójrz na mnie- powiedziała, kiedy zacząłem wpatrywać się w swoje trampki.- Zdradziłeś go?
-Nie.
-Na pewno? 
-Tak.
-Kochasz go?
-Nad życie. 
-Zrobiłbyś dla niego wszystko? 
-Bez zastanowienia. 
-Uh no dobra. - ruszyła dalej.
-Dan, powiesz mi w końcu co ci chodzi po głowie? 
-Gdzie ona mieszka? 
-Koło Nialla.- podniosła brew.- Zaprowadzę nas. Powiesz? 
-Masz dużo pamięci w telefonie? 
-Tak. Dan? Mów. 
-Idziemy do tej suki.
-To wiem, a co dalej? 
-Włączysz dyktafon. Zapukasz, wejdziesz,  wypytasz ją dlaczego to powiedziała skoro się z nią nie przespałeś, może dostaniesz odpowiedź, a może i nie i wyjdziesz. Proste?  Proste. Później mi to wyślesz, a ja to pokaże jutro Hazzie bo z tobą nie chce rozmawiać. Przemyśli to i ci wybaczy. Koniec.
-Sama to wymyśliłaś?
-Tak. Wiesz matma to taki interesujący przedmiot, że zaczęłam nad tym wszystkim rozmyślać.- wzruszyła ramionami.
-Jesteś wspaniała- rzuciłem się na nią i mocno ją przytuliłem, poklepała mnie po plecach.
-No już. Louis dusisz mnie!- zaśmiała się. Odsunąłem się od niej z bananem na twarzy.
-Dziękuję. 
-Później mi podziękujesz, a teraz chodź. 
Po chwili byłyśmy niedaleko jej domu. 
-Tu mieszka Horan?
-Yup. Przyjdę do was kiedy skończę. 
-Powodzenia- przytuliła mnie i odeszła. Ruszyłem do przodu,  włączyłem dyktafon, wziąłem głęboki oddech i zapukałem.
-Lou? Heej! Co ty tu skarbie robisz. 
-Cześć Eleanor. Mogę wejść? 
-Jasne.
-------------
PRZEPRASZAM, że musieliście tyle czekać:(.
Jak tam minął Wam sylwester miśki?
Jutro wracam do Niemiec i będę miała w uuuuj dużo czasu w autokarze na pisanie następnego rozdziału. 
Tak więc miłego wieczoru kocham Was! :*
2 komentarze next:)


czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 12

Poszliśmy do salonu. Usiadłem na fotelu, a pozostała trójka na kanapie.
-Więc?- upiłem łyk wody.
-Od czego zacząć? - mruknąłem do siebie.
-Najlepiej od początku.
-Tak więc. Na początek.. uh.
-Lou. Pamiętaj nieważne co zrobiłeś my i tak przy tobie zostaniemy i będziemy cię wspierać.
-Mam taką nadzieję. Nie wiem czy uda mi się to wszystko powiedzieć...
-Zaczynaj.- pospieszył mnie Niall.

Po pierwsze jestem gejem.

-Jestem znaczy.. ja uh. Nie jarają mnie dziewczyny i ten.. jestem gejem.
Nic.
-Chłopcy? 
-Tylko to?
-Nie robi wam to nic?
-Oczywiście, że nie.- odezwał się od razu Liam.
-To przez to chodzisz cały czas przygnębiony?-dalej drążył temat mulat. U Zayna zawsze wszystko musiało zostać wyjaśnione. 
-Nie, to nie przez to. Już nie.
-Noo too przeez coo?- przeciągnął samogłoski Ni.

Po drugie kocham mojego przyrodniego brata, którego zaadoptowali moi rodzice. 

-Zakochałem się.
-Znamy go?
-Mam nadzieje, że nie jest jakimś 40letnim typkiem z klubu.
-Kim jest ten szczęściarz?
-Zayn tak znacie. Liam nie, nie jest jakimś 40letnim kolesiem jest ode mnie młodszy.
-Kto to?- zapytał ciekawski Irlandczyk.
-Ma na imię- przerwa-ma na imię Harry.
-Zaraz, zaraz.- taa to jest ta część, w której masz się domyśleć Zayn- Przecież mówiłeś, że go znamy, a jedynym Harrym, którego znamy jest Styl...
-Jasna cholera.
-Kurwa mać.
-O w dupę.

Po trzecie przez ten cały czas udawałem, że go nienawidzę, a tak naprawdę go cholernie kochałem.

-Przecież ty nienawidziłeś Harolda.
-Boże nie mów na niego Harold, Zi. Tak nienawidziłem go.
-A teraz go kochasz?
-Kurwa Liam. Nienawidziłem go przez to, że przez niego stałem się inny.- ścisnąłem mocniej szklankę- ale jednocześnie go kochałem i... nadal go kocham.
- To popieprzone.
-Wiem to, wiem. Ale co ja na to poradzę? Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem ja po prostu.. poczułem coś, coś całkowicie innego od tego uczucia, które czułem przy Eleanor. Na początku moi rodzice ciągle koło niego latali i myślałem, że to co czuję to zwykła zazdrość. Ale nie ja po prostu się w nim zakochałem.

Po czwarte byliśmy razem.

-On o tym wie?
-Tak, wie.
-Dlatego się pokłóciliście?
-Nie, nie, nie. -Zayn wstał i pokazał gestem dłoni taras. Ruszyliśmy za nim. Liam i Niall usiedli na przedostatnich schodkach, a ja z Malikiem na zielonej trawie.
Tak samo zielonej jak jego oczy.
Jak przepiękne tęczówki Harrego..
Mulat odpalił papierosa, zabrałem mu jedno z paczki, odpaliłem, zaciągnąłem się i poczułem się lepiej.
-Czuje się jak na jakimś popieprzonym przesłuchaniu.- zachichotali.
-Tak więc- zaciągnął się- co on na to?- uśmiechnąłem się.
-Odwzajemnia to.
-Czyli jesteście razem? - Horan aż skakał z radości.
-Nie..- wyprostował się.
-Jak to nie do cholery Louis? Ty kochasz go, on kocha ciebie. To nie trudne się zapytać Harrego o chodzenie. Na pewno odpowie TAAAAAK!-wykrzyknął. -Będę was shippował. Wiesz co? Słodko razem wyglądacie i..
-Horan zamknij się- uciszył blondynka czarnowłosy kiedy zobaczył moje łzy.-Hej, stary co się stało?
-Byliśmy razem.- otarłem łzy ale zaraz pojawiły się nowe.-Ale wszystko zchrzaniłem.
-Zakładam, że przez to chodzicie obydwoje przygnębieni.
-T-tak.

A po piąte myśli, że zdradziłem go z Eleanor dlatego się do mnie nie odzywa.

-Powiesz co się stało? Dasz radę? - zapytał z troską Liam.
-N-na twoje-ej os-siemnas-stce Zay-yn.
-Hej LouLou. Spokojnie. -Zayn przyciągnął mnie do siebie i zaczął pocierać mi plecy. Wyobraziłem sobie, że na jego miejscu jest Harry i tym oto sposobem trochę się uspokoiłem. Odsunąłem się od przyjaciela, pociągnąłem nosem i ponownie otarłem łzy.
Wdech, wydech. Wdech, wydech. Wdech, wydech.
-Jak nie chcesz nie musisz nam i tym teraz mówić.
-Chce. Wole teraz. J-jak już powiedziałem tamto to powie-em i to.
-Powoli i spokojnie.
-Och Liam zamknij się i ty. Lou wie co ma robić.
-Jeb się Zayn.
-Też cię kocham przyjacielu.
-Nie też bo ja ciebie nie kocham.
-Jak możesz!  Osz ty mendo!- Malik rzucił się na Payna i zaczął go łaskotać.
-Do-obra kocham cię! Za-yn zejdź!- mówił przez śmiech.
-Tak myślałem. -powiedział ze śmiechem Zi. Zaśmiałem się. Wziąłem głęboki wdech i zacząłem.
-Na twojej osiemnastce Zayn- reszta spojrzała na mnie i uważnie mnie słuchała- tamtej nocy miałem spać z nią w jednym pokoju, w jednym łóżku. We wtorek z nią zerwałem i Hazz to wszystko słyszał. I byłoby wyszło okey, gdyby nie to, że dowaliła tekstem, że się z nią na twoich urodzinach pieprzyłem. Może i byłem nieźle najebany ale pamiętam, że do mnie przyszła coś tam gadała, próbowała mnie nakręcić ale...
-Próbowała nakręcić geja dobre- Niall zaczął się śmiać.- Ciekawe czym. Z przodu deska, z tyłu deska, nawet chuja nie ma by cię zadowolić- wybuchliśmy śmiechem.
-Boże kocham was.
-Awwww my ciebie też Boo.
-Spierdalaj Nialler. A więc odepchnąłem ją, próbowała ponownie ale jej na to nie pozwoliłem, wkurzyła się i odwróciła w drugą stronę. Rano obudziłem się, ubrany. A Hazz w to uwierzył i od tygodnia nie chce ze mną rozmawiać.
-Może spróbuj...
-Próbowałem nie chce. Nie pozwala dopuścić mnie do siebie. Musze coś wymyślić.
-Może zamkniemy was w jednym pomieszczeniu?
-Nie Liam. Nie będę robił nic na siłę.
-To może zadziałać- wtrącił się Zayn- W książkach zawsze działało.
-Zayn! To nie książka!  To jest prawdziwe życie!
-Ta opowieść była akurat pisana na faktach- wtrącił się Niall.
-Boże żyję z idiotami.
-Dobra plan A już mamy. Teraz zostało nam do wymyślenia jak to zrobimy.- Zayn zlał moją odpowiedź.
-Szkoła, schowek na miotły.
-Li, Curly od razu się połapie.
-Dani.
-Myślisz, że się zgodzi? Bo ja w to wątpię. Harry jest jej przyjacielem, a ona sama nie przepada przez to wszystko za mną.
-Czekaj, czekaj. Czyli ona o wszystkim wie!?
-Yeeah. Nawet przyłapała nas po sek..
-Co!? Kiedy!?
-Na osiemnastce.
-Co!?- tym razem odezwał się Zayn.- Gdzie!?
-Och umm w łazience na górze.
-Zabije was. TO MOJA ŁAZIENKA!

-----------
Hejka.
Co tam, jak tam?
Rozdział wydaje mi się długi. I jak widzicie w ciągu tygodnia dodałam aż 3 czy 2 rozdziały wooow xD.
Brawa dla mnie.
Nigdy nie byłam za tym aby takie coś robić ale...
2 komentarze --> next :)

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 11

Dni mijały, a ja dalej z nim nie rozmawiałem. Chyba zrozumiał, że potrzebuje czasu. Codziennie po kąpieli znajdowałem na swoim łóżku czerwoną różę z karteczką.

Potrzebujesz czasu rozumiem.
Dam Ci go tyle ile tylko potrzebujesz.
Dobranoc.
Kocham Cię.
Twój Lou.

Nienawidzę siebie za to, że wszystko zjebałem.
Ale..
Naprawię to.
Dobranoc.
Kocham Cię.
Twój Lou.

Zobaczyłem dzisiaj Twój uśmiech.
Brakowało tylko dołeczków.
Chcę sprawić, aby pojawiły się one na Twojej ślicznej buzi.
Dobranoc.
Kocham Cię.
Twój Lou.

Tęsknię za Tobą Hazz.
Dobranoc.
Kocham Cię.
Twój Lou.

Zabrałem Twoją bluzę.
Chyba nie masz mi tego za złe?
Dobranoc.
Kocham Cię.
Twój Lou.

Minął tydzień, a dla mnie to wieczność.
Dobranoc.
Kocham Cię.
Twój Lou.

Zchrzaniłem.
Kocham Cię i tęsknię.
Dobranoc.
Twój Lou.
Louis

-Powiesz nam o co chodzi?
-Zayn to nie takie proste.
-Od tygodnia jesteś cichy, co do ciebie w ogóle nie jest podobne. 
-Codziennie po szkole chodzisz do kwiaciarni. 
-I kupujesz czerwone róże. 
-Niall, Zayn, błagam. 
-Masz nową dziewczynę? 
-Czy próbujesz przeprosić Calder?
-Co? Boże nie!
-To o co chodzi? - wtrącił się Li.
-Uh to nie miejsce na gadanie o tych sprawach. 
-Rodzice jadą dzisiaj do moich dziadków możemy po szkole do mnie przyjść.- zaproponował Liam.
-Niech będzie.- wstałem, zabrałem torbę i wróciłem do szkoły. W przejściu miałem Hazze. Spojrzałem w jego oczy, a świat się zatrzymał. 
Czułem się jak w jakimś głupim filmie. Kiedy para się pokłóci , przypadkiem na siebie trafią, przejdą koło siebie, spojrzą sobie w oczy, a czas się spowalnia. A to właśnie się teraz działo. Świat się spowalniał, kiedy spojrzałem w jego zielone jak świeża trawa tęczówki. 
-Cześć.- odezwałem się. Nie odpowiedział. Cholera! Chciałem usłyszeć tylko jego głos! Odwrócił wzrok, a ja spuściłem głowę, popchnąłem drzwi od szkoły...

PO SZKOLE
Czwórką ruszyliśmy w stronę domu Payna. Nie powiem denerwowałem się jak cholera. Właśnie miałem powiedzieć swoim trzem najlepszym przyjacielą, że
Po pierwsze jestem gejem.
Po drugie kocham mojego przyrodniego brata, którego zaadoptowali moi rodzice.
Po trzecie przez ten cały czas udawałem, że go nienawidzę, a tak naprawdę go cholernie kochałem.
Po czwarte byliśmy razem.
A po piąte myśli, że zdradziłem go z Eleanor dlatego się do mnie nie odzywa.
Czyli w sumie stwierdzenie, że denerwuje się jak cholera jest za słabe.
-Czekajcie. - zatrzymałem się naprzeciwko kwiaciarni.
-Co... ah no tak, idź.- uśmiechnąłem się do nich przepraszająco i wszedłem do budynku.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry kochaniutki. To co zawsze?- spytała się mnie starsza kobieta. Przytaknąłem głową i położyłem na ladę pieniądze.- Pewnie jest naprawdę wyjątkową dziewczyną, skoro od tygodnia codziennie kupujesz jej róże.
-Taak jest- wdech- jest wyjątkowy.- kobieta zatrzymała się.
-Och, czyli to chłopak, tak?- podeszła do kasy.
-Tak.- poprawiłem torbę na ramieniu czując się trochę niezręcznie.
-No to pewnie musi być wyjątkowy.- uśmiechnęła się promienie. Podała mi różę, odwróciłem się w stronę wyjścia.- Widać, że jest ci przykro.- spojrzałem przez ramię na kobietę.
-Słucham?- wywróciła oczami.
-Napraw to chłopcze. Moja żona- szczeka mi opadła ale w porę się zorientowałem i ją zamknąłem- też kiedyś spieprzyła. Codziennie kupowała dla mnie czerwoną róże tak jak ty dla niego. Później otworzyła tą kwiaciarnie. Przyjdź tu kiedyś to porozmawiamy przy herbacie- uśmiechnęła się, a na jej policzkach zauważyłem delikatne dołeczki.
Harry.
-Z miłą chęcią- szczerze się uśmiechnąłem od tygodnia.- Miłego dnia. Dowiedzenia!
-Powodzenia kochanie!
Wyszedłem z uśmiechem, a widok, który zastałem spowodował, że zacząłem się śmiać jak idiota.
Zayn palił i chodził od śmietnika do lampy tworząc 8, Niall leżał na środku chodnika i wpatrywał się w niebo, jadł żelki nie przejmując się tym, że ktoś może go nie zauważyć i na niego nadepnąć, a Liam? A Liam uderzał głową w ceglaną ścianę kwiaciarni. Kiedy mnie usłyszeli Zayn stanął w miejscu i wypuścił dym nosem, Niall prosto usiadł, a połowa żelka dżdżownicy zwisała mu spomiędzy ust, a Li odwrócił głowę w moją stronę dalej opierając się czołem o budynek.
-No wreszcie!- Horan wstał, otrzepał spodnie i ruszył.
-Ile? No ile mona kupować jeden kwiat?- za nim poszedł Payn.
-No chodź- Malik zgasił papierosa i pokazał mi gestem dłoni, abym ruszył swoje cztery litery.

W DOMU LIAMA

Wszedłem do kuchni. Wziąłem wazon, nalałem do niego trochę wody i włożyłem do niego piękną, czerwoną róże. Odwróciłem się w ich kierunku.
-Teraz na serio musisz nam powiedzieć o co chodzi.
Kurwa.
Poszliśmy do salonu. Usiadłem na fotelu, a pozostała trójka na kanapie.
-Więc? - upiłem łyk wody.
-Od czego zacząć?- mruknąłem do siebie.
-Najlepiej od początku.
-Tak więc...
---------------------
Hejka!
Jest już po północy co oznacza, że się spóźniłam i...
JEST 24  GRUDNIA URODZINY LOUIEGO <3
Kochanie Hazzy ma już 23 lata :'))).
Jak ten czas leci. Niedawno był zwykłym 18nastoletnim chłopcem, który szedł do X-factor z marzeniami, a teraz te wszystkie marzenia się spełniły. Szkoda tylko, że musi kryć to kim jest..
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego dla tego idealnego chłopaka ♡♡♡♡.
Rozdział 12 pojawi się dzisiaj albo jutro.
Wesołych Świąt kochani!  :*
Dobranoc! :*



czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 10

Zerknąłem na niego stał oparty o umywalkę ze spuszczoną głową. Chwyciłem za klamkę.
-Hazz?- kurwa- Słyszałeś?
-A jakbym mógł nie słyszeć.
-Och. Um.. to co ona powie..
-Pierdol się. Naprawdę. Pierdol. Się.
-Ale ja z nią nie..
Wyszedłem, miałem go dość. Próbowałem nie pozwolić moim łzą wypłynąć, próbowałem nie uderzyć go w te jego piękną twarzyczkę.. próbowałem.
-Harry- chwycił mnie za ramię kiedy znajdowałem się już na korytarzu. Nie rób scen Harry tu jest dużo uczni i nauczycieli.
-Nie zrozumiałeś? - odwróciłem się do niego przodem.
-Ale..- próbował dalej się wybronić i wtedy już nie wytrzymałem.  Odepchnąłem go tak, że poleciał na ścianę.
-Mam cię gdzieś, kumasz? MAM CIĘ W DUPIE!-krzyknąłem. Kilka uczni się na nas spojrzało z zaciekawieniem.
-Proszę wysłuchaj mnie.
-Nie. Nie!
-Hazz kotku- ściszył głos.
Próbowałem i moje próby szlak jasny trafił.
Chwyciłem go za ramię z obydwóch stron i przycisnąłem  mocniej do ściany.
-Nie mów do mnie Hazz. Nie mów do mnie kotku.
-Wysłuchaj mnie!
-Po co!? Żeby znowu słyszeć kłamstwa!?- odsunąłem się.
-Nie kłamałem! - prychnąłem.
-Jasne.- odszedłem.
-Harry!- odwróciłem się i jakimś pieprzonym pechem straciłem równowagę i przewróciłem się na niego.
-Czemu ciągle to robisz? Czemu do cholery ciągle to robisz!? -walnąłem go z pięści w klatkę.-Zostaw mnie w spokoju!
-Harry zejdź z niego!- usłyszałem Dan. Złapał mnie za nadgarstki.
-Nie! Nie zostawię.
-Jesteś popieprzonym dupkiem!
-Oh ja dupkiem?- przekręcił nas tak, że teraz to on siedział na mnie okrakiem.-Wysłuchaj mnie to nie będę dupkiem!
-Nie mam nawet zamiaru to zrobić! 
-Chłopcy! 
-Zostaw mnie i idź sobie do tej twojej dziwki!- usiadłem gwałtownie i popchnąłem go do tyłu. Chyba trochę za mocno. Wylądował plecami na ziemi. Wstałem.
-Louis!- suka zawołała Lou. 
Spojrzałem mu w oczy. Patrzył na mnie dalej z dołu, a w jego tęczówkach ujrzałem ból, smutek i... łzy. Może przesadziłem? Ale on mnie do chuja zdradził! Oszukiwał mnie ciągle! Poniosło mnie... Chciałem do niego podejść podać mu rękę i powiedzieć, żeby dał mi spokój, odejść ale ta suka mnie wyprzedziła. Podbiegła do niego i coś mówiła ale on na nia nie zwracał żadnej uwagi. Wstał, a ona oczywiście jak jakiś wierny pies zrobiła to samo, na pewno specjalnie stanęła przede mną, aby zasłonić nas sobie.
-Zajebiście- prychnąłem. Odwróciłem się z zamiarem wyjścia ze szkoły i na przesiedzeniu całego dnia w swoim pokoju, pod kołdrą płacząc i użalajac się nad sobą. Odwróciłem się i...
-Wszyscy na lekcje! Rozejść się no już! A wy do mojego gabinetu teraz!- krzykną Mark. Połowa uczni, którzy tu byli się rozeszła. -Eleanor ciebie to też dotyczy.- ruszył przodem, a ja za nim.
-Lou! - zawołała- Kocham Cię!- przyspieszyłem. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku natychmiast ją wytarłem. Weszliśmy do sekretariatu kobieta za biurkiem posłała nam współczujące spojrzenie. No tak,kiedy Mark jest wkurzony lepiej się do niego nie zbliżać. Weszliśmy do jego gabinetu. 
-Siadajcie- powiedział surowo i sam usiadł naprzeciwko nas. Odsunąłem swoje krzesło jak najdalej mogłem byle zdala od Louisa, a w zamian dostałem morderczy wzrok Marka.-Co to do jasnej cholery było!?- no i się zaczyna.- Czy wam się przypadkiem w głowach nie poprzewracało? Przecież się dogadawyliście! 
Cisza.
-Znowu nas z matką okłamaliście?
Cisza.
-Odpowiedzcie do cholery! 
-Nie okłamaliśmy was.-odezwał się szatyn.
-Bójka!? W szkole!?
-Mogę już wrócić na lekcje?-odezwałem się.
-Do samochodu. Teraz! Macie szlaban na wszystko! Pomyślę czy puszczę was na tą wycieczkę do Paryża!
-Tato! Proszę tylko nie to! Doskonale wiesz jak chce tam pojechać! 
-Było nie zaczynać bójki!  Ze swoim bratem!
-Nie jesteśmy braćmi. -przypomniałem mu.- Jestem adoptowany. Zapomniałeś? -nic nie odpowiedział. Wstał włożył jakieś papiery do teczki i ruszył w stronę wyjścia. 
-Alice kończę na dzisiaj. 
W samochodzie panowała niezręczna cisza. Co mi w sumie pasowało. Nie miałem ochoty rozmawiać z Markiem, a tym bardziej z nim. Kiedy zaparkował wyszedłem z auta tak szybko jak tylko mogłem. Pobiegłem do mojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.
Zdradził mnie, okłamywał, a ja nadal go kurwesko mocno kocham. Kocham i nienawidzę. 
Wysłuchaj mnie, wysłuchaj mnie...
Ciągle powtarzałem te zdanie w głowie.
A co jeśli znowu mnie okłamie? Ponownie mnie zrani? Usłyszałem pukanie do drzwi. Czy oni nie rozumieją, że chce zostać sam!? Ktoś wszedł do środka.
-Hazz- odezwała się Dani.- Hazz chodź tu do mnie.- odwróciłem się w stronę dziewczyny i wtuliłem się w nią i zacząłem płakać.
-Dan o-on mnie zdra-adził.
-Ciii. -objęła mnie mocniej.-Nie wierzę w to.
-C-co?- zaczęła bawić się moimi loczkami.
-Mówię, że w to nie wierzę.
-Ale ja mam dowód! - odsunąłem się od niej. Podniosła brew.
-Jaki?- ponownie zgarnęła mnie w swoje objęcia.
-Byłem przy tym jak z nią zrywał- pociągnąłem nosem-Powiedziała, że jest chujem bo ją pieprzy, a trzy dni później z nią zrywa- wytarła moje policzki.
-Och.
-Taa.
-Ale i tak w to dalej nie wierzę.
-Ale ona to potwierdziła!
-Harry! Louis cię kocha, wierzysz w to?
-To po co by to mu mówiła. Skoro wiedziała, że są tam sami.
-Nie wiem ale się dowiem.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem, a kiedy się obudziłem brązowowłosej nie było już przy mnie. Położyłem się na boku, tyłem do ściany, spojrzałem przed siebie i ujrzałem róże i karteczkę.

Przepraszam Cię kochanie.
Przepraszam za wszystko. 
Nie okłamałem Cię.
Kocham Cię.
Twój Lou.♡